Ślub i wesele w domowym ogrodzie - Ania i Michał

Śluby i wesela w plenerze w Polsce rozgościły się na dobre. Urzędnicy coraz chętniej opuszczają urzędowe mury, a i śluby kościelne na świeżym powietrzu zyskują popularność. Większość ceremonii pod chmurką jednak wciąż odbywa się na terenie wyspecjalizowanych lokali, ale zdarzają się też takie jak przyjęcie Ani i Michała. Zaprosić gości na ślubowanie i zabawę do przydomowego ogrodu rodziców pana młodego? Z jednej strony wydaje się, że przytulniej i cieplej być nie może, a z drugiej strony wielu kojarzy się z ryzykiem, ciężką pracą i przeczy zasadzie no przecież ślub raz w życiu, to można zaszaleć (również z wydatkami na zewnętrzny lokal). Jak zorganizować ślub i wesele w przydomowym ogrodzie? Posłuchajcie Ani!

W czerwcu tego roku Ania i Michał rozpoczęli małżeńską przygodę. Świadkami tego wydarzenia była rodzina i przyjaciele – około 50 osób. Ślub cywilny i przyjęcie weselne postanowili zorganizować w ogrodzie rodziców pana młodego pod Białą Podlaską. To świetne rozwiązanie wiąże się z dwoma podstawowymi wyzwaniami – po pierwsze trzeba mieć niemały ogród do dyspozycji, a po drugie całe przystosowanie go spada na przyszłych nowożeńców. Ania o przygotowaniach opowiada tak:

Co było najtrudniejsze w przygotowaniu uroczystości ślubno-weselnej w ogrodzie? Najtrudniejsze (ale też najfajniejsze) było przygotowanie na ślub miejsca, w którym jeszcze nigdy żaden ślub się nie odbył. Nie wiedzieliśmy od czego zacząć i na co się przygotować. Oczywiście największą obawą była pogoda. Poza dużym namiotem przywiezionym przez catering, pod którym stały stoły, wszystko było na świeżym powietrzu, bez zadaszenia. Był co prawda rozstawiony jeszcze jeden namiot, pod którym mieliśmy w razie deszczu wziąć ślub, a później pod nim tańczyć, ale niestety dzień przed ślubem było małe załamanie pogody, wiał bardzo, bardzo silny wiatr i namiot się połamał… Zagraliśmy va banque i nie organizowaliśmy już nic innego. Mieliśmy sporo szczęścia, bo 30 czerwca był ostatnim dniem ładnej pogody :) W dzień świeciło słońce, w nocy nie spadła ani kropla deszczu. Wyzwaniem były jeszcze dwie rzeczy: załatwienie kwadratowych siedzisk z siana, na których mieli siedzieć goście podczas ślubu (to było moje marzenie), ponieważ okazało się, że teraz siano zwija się w wielkie rolki (!), ale na szczęście Maciej (mój teść) ma sporo znajomości w tamtych okolicach i jakoś nam się to udało. Wyzwaniem była tez playlista – nie mieliśmy dj’a, zespołu, ani wodzireja, wszystko przygotowaliśmy sami, ale później okazało się, że to był świetny pomysł i godziny spędzone na youtube w poodszukiwaniu hitów lat ’70,’80,’90 itd. się opłaciły :)

Kto pomagał Ci w przygotowaniach (oprócz teścia Macieja? :))? Pomagał mi Michał (mąż ♥) i Monika (moja świadkowa), sporo rzeczy też konsultowałam z przyjaciółką, która miała ślub dwa miesiące po nas.

Który moment przygotowań wspominasz najlepiej? Najprzyjemniejszy czas i zarazem najbardziej stresujący to były te 2-3 dni przed ślubem – kiedy przyjechaliśmy do rodziców Michała i wszystko musieliśmy przygotować. Przyozdabianie słojów na świecie, później ustawianie ich na całym ogrodzie, rozwieszanie girland świetlnych pomiędzy drzewami, przyozdabianie altanek,
rozstawianie siedzisk z siana, zawieszanie firan w miejscu w którym mieliśmy brać ślub (tuż obok wybiegu dla koni moich teściów) – to było najlepsze, bo widziałam jak powstaje coś z „niczego” :) No i poranek przed ślubem, kiedy pojechałyśmy z moją świadkową na łąkę zbierać kwiaty, które później stanęły w metalowych wiadrach na ogrodzie i w małych wazonikach na stołach. To było naprawdę super.

A najbardziej wzruszająca chwila? Najbardziej wzruszający moment był kiedy założyłam sukienkę, wszystko było gotowe i dotarło do mnie po raz kolejny, że nie będzie ze mną mojej Mamy, bardzo, bardzo mi jej brakowało przez cały czas przygotowań, ale w tamtym momencie ta pustka była największa. Kolejny wzruszający moment był kiedy wyszłam do Michała – tzw first look, oboje płakaliśmy. Ale to był też moment, kiedy przestaliśmy się stresować. Byliśmy razem i to było najlepsze. Chwyciliśmy się za ręce i wyszliśmy na ogród, zobaczyliśmy naszych przyjaciół i rodzinę i wiedzieliśmy, że wszystko pójdzie dobrze. Bardzo się cieszę, że zaprosiliśmy tylko najbliższych. To było dla nas bardzo ważne, żeby były z nami tylko te osoby, które dobrze znamy, kochamy i przy
których czujemy się bardzo swobodnie.

Coś byś dziś zmieniła? Nie! Było kilka niedociągnięć, nie wszystko było idealne, może brakowało trochę ozdób, było za mało kwiatów, ale… dzięki temu był totalny luz. Nic nie miało być idealne i dlatego nie stresowaliśmy się tym, że nie było. A i tak wszyscy do tej pory mówią nam, że ten ślub i impreza po nim były niezwykłe i nikt nie pamiętał o tym, że zapomniałam zapalić kilku świeczek.

Co sprawiło, że ślub był naprawdę bez bez? Wszystko! :) Ale chyba najbardziej bezbezowe było nasze podejście. Ja strasznie kocham Michała, a on strasznie kocha mnie i to było najważniejsze. Nie przywiązywaliśmy aż tak dużej wagi do szczegółów, przez co uniknęliśmy sporo nerwów. Najważniejsza jest miłość. Wiem, że brzmi to jak cukrzenie, ale naprawdę tak jest.

To na koniec kilka słów otuchy dla przyszłych panien młodych: Najważniejsi jesteście Wy – musicie o tym pamiętać. Musicie zrobić wszystko tak, żeby czuć się z tym dobrze. Ten dzień jest Wasz. Pamiętajcie też, że wymarzony ślub i wesele może mieć każdy. To nie jest kwestia pieniędzy, ale pomysłu – wiem, co mówię. Nasze wymarzone wesele było naprawdę low costowe :) A odnośnie początku małżeństwa to… podobno wielkiej miłości nawet małżeństwo nie zepsuje ;) I ja się z tym zgadzam!

Kliknij w zdjęcie, aby powiększyć. Pod galerią znajdziesz listę polecanych firm, z którymi współpracowali Ania i Michał.

Z czystym sumieniem możemy polecić i dziękujemy za:

Another Story Photography (Joanna Paxton) – znamy się od liceum, zawsze była niesamowicie wrażliwa i romantyczna, dlatego wiedziałam, że chcę, żeby ona robiła zdjęcia na naszym ślubie. Ma dobre oko i niesamowite wyczucie. Dokładanie wiedziała czego chcę. Bardzo jej dziękuję za cierpliwość (nie lubię jak ktoś robi mi zdjęcia, a ona była uparta i zrobiła kilka naprawdę dobrych).

Catering Blue – pyszne jedzenie i cudooooowni kelnerzy. Bawili się razem z nami, wpasowali w imprezę i byli bardzo zwinni w swojej pracy.
@home (At home) – wykonanie postarzanej ścianki z drewna, która stała za naszymi miejscami przy stole, kwietniki, które stały przy miejscu ślubu i przy wejściu do namiotu. Tutaj podziękowania dla mojego Taty, bo do niego należy ta firma. Doskonale wyczuł klimat, mimo, że dawałam mu mgliste wytyczne, wszystko pięknie wyszło.

Jeśli chcesz pokazać swój ślubny reportaż ze wspomnieniami na łamach Ślubu bez bez, napisz wiadomość na adres: slubklasycznie@gmail.com i wyślij kilka zdjęć. Redakcja zastrzega sobie prawo do odpowiedzi na wybrane wiadomości.


Zaproszenia ślubne malowane akwarelą Gdynia